Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:omfg:
 
About Me Member Deviously Deviant Lucyna19/Female/Poland Recent Activity Deviant for 10 Months
Needs Premium Membership
Statistics 17 Deviations
115 Comments
586 Pageviews

Rozdział drugi mojego oposa...

Tue Jun 30, 2009, 5:01 AM
  • Mood: Sweet
  • Listening to: Iron Maiden
  • Reading: przeczytałam braterstwo XDD
  • Watching: hmm, kapitan Nil
  • Playing: Ice Tower
  • Eating: kanapkens
  • Drinking: Waters
Rozdział drugi
Gra
W odległości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów od miejsca, gdzie toczyła się walka o życie napadniętej dziewczyny, wrzała inna – o jej śmierć.
- Dobrze wiesz, że to wbrew zasadom. Ja nie mogę ich łamać! To uwłacza mojej profesji. Od bilionów lat, od zawsze byłam… jestem skrupulatna, dokładna. Nigdy nie było skarg, zawsze cięłam szybko i zabierałam duszę, krótka pogawędka i wręczałam list… z adnotacją do biblioteki w moim domu. Potem dusza ma 23 godziny na załatwienie spraw na ziemi i pogodzenie się ze zgonem. - Koścista kobieta o bladym obliczu zeszła z tronu i zapatrzyła się przez moment na śnieżny krajobraz za oknem. – Nie mogę zaprzepaścić swojego dobrego imienia… nawet dla dobra świata.
Drobne ciało odziane było w czarną suknię, prostą, żałobną. Jedwabne białe włosy spływały na plecy w uścisku stu wiekowej opaski. Majestatu dodawała kosa, która nieodłącznie tkwiła w dłoni niewiasty. Twarz nie była poorana zmarszczkami, była piękna, gładka, ale bardzo blada. Figura przypominała szkielet pokryty skórą: długie kończyny, wystające obojczyki i biodra oraz obwisłe piersi; kobiecości dodawał jej fakt, że biodra były na tyle szerokie, aby obręcz barkowa była węższa. Wszystko to widoczne było dzięki fasonowi sukni: lekko gotycka (Śmierć lubiła podróże międzyczasowe), dopasowana, powinna podkreślać atuty sylwetki, których tu wyraźnie brakowało.
Mężczyzna zawzięcie przekonywał:
- Dam, proszę cię, ten jeden raz. Zrób to dla nas. To przecież nasze przeznaczenie. Nie możesz go tak po prostu zabić. Daj temu chłopcu szansę na uratowanie tego ciała, przecież ono nie jest niczemu winne. Dobrze wiemy, kto zawiódł, prawda? – W jego oczach było błaganie.
Wyglądał na czterdzieści lat, odziany był w błękitną koszulę i brązowe spodnie, na nogach miał czarne buty do jazdy konnej. Wysoki, przystojny pan w wieku produkcyjnym, pośrednik boga w rozmowie z Dam Śmiercią, ale także przyjaciel i wierny sługa obojga, walczył zaciekle o życie nieznajomej. Odpowiedź powierniczki dusz była zadowalająca, a brzmiała tak:
- Zastanowię się, ale niczego nie obiecuję. Jeżeli nie poradzi sobie z obrażeniami ciała – zabieram obie jej dusze. – Ton jej głosu zdradzał wahanie, na co nie mogła sobie pozwolić. Nadal odwrócona tyłem do gościa ziewnęła niecierpliwie. – Jestem już dzisiaj bardzo zmęczona. – Mówiąc to, patrzyła już na swojego rozmówcę i wskazała mu grzecznie drzwi.
Ucałowawszy wyschnięte dłonie staruszki, mężczyzna uśmiechnął się, pogłaskał zwierzątko, leżące na fotelu i wyszedł przez wielkie sosnowe wrota, znikając w momencie ich zamknięcia przez służkę.
Dom z zewnątrz wyglądał jak niewielka chatka góralska. Znajdował się w miejscu na ziemi, gdzie nigdy nie dotarł, i nie dotrze żaden człowiek. Dlaczego? Ponieważ położony był na olbrzymiej wysokości w niebezpiecznych górach, gdzie oddychanie takim aparatem, jaki w swym układzie oddechowym mieli ludzie, było niewykonalne. Z drugiej strony, nawet gdyby ktoś, kiedyś wynalazł na to sposób (tylko po co?) to wejście do wioski Kaher-Mo, gdzie stacjonują wszelkie śmierci wszechświata, jest strzeżone przez ogromne i bardzo agresywne potwory, które, gdy wyczują życie, a nie będzie to zapowiedziany wcześniej gość, zabijają go w swej pieczarze zaraz po okropnych torturach.
Wewnątrz budynku był ogromny, jednopiętrowy, pokój, który miał nieskończenie wiele ścian, z których każda zawierała drzwi, które po otwarciu, posiadały w sobie potrzebne rzeczy. Poustawiane przy nich szafy i regały przechowywały przyszłość i przeszłość. W domu nie było okien, na jednej ze ścian, naprzeciw której stał tron właścicielki, zawieszono portal, który je udawał. Zależnie od nastroju panującego w domu, lub życzenia wypowiedzianego w myślach w jej kierunku, plama ukazywała piękny krajobraz, z jednego z miejsc w galaktyce. Takich portali w domu było wiele, jednak każdy miał swoje zadanie do spełnienia i każdy zamknięty był za wrotami zamykanymi na hasło. Tylko Śmierć pamiętała do czego służy każdy z nich i co należy powiedzieć, lub zrobić, żeby dostać się do środka. Jeden przypominał na kogo przyszła pora, jak wyglądał, jak żył, jakiej użyć kosy do zerwania jego łączności z żywymi. Inny przenosił w miejsce, gdzie czekały zwłoki. Całość połączona była w kartotece w sali tronowej; otwierając nieskończenie długą szufladę spraw do załatwienia, Śmierć dotykała tylko tych, nad którymi unosiła się klepsydra z minimalną ilością niebieskiego pyłu. Czasomierze te, mimo budowy dwuczłonowej, nie gromadziły proszku w dolnej swojej części po uzyskaniu pewnej, oznaczonej datą zgonu, linii; wtedy z nagromadzonego wcześniej piasku tworzył się łańcuch, sznur lub po prostu cienka nić łącząca duszę umarłego z ciałem.
Nadal wpatrzona w dal królowa umarłych przywołała swego jedynego prawdziwego przyjaciela: udomowionego szczura i przemówiła do niego: - Jakiż ten Paleon wymagający. – Ziewnęła udając zmęczoną. – Wiem, nie powinnam ulegać prośbom bóstwa, ale to przecież tylko jeden raz. – Zerknęła na małe zwierzątko, które przytakiwało jej piskami o różnej częstotliwości. Czy rozumiało jej słowa? Tylko ona mogła wiedzieć, że tak. – Mam dosyć zmieniania wyglądu dla jego posłańców. Czyż, jako nieśmiertelnikom, nie może im zdradzić prawdy, że jestem bezpłciowa. – Gryzoń wydał długi dźwięk i otworzył szeroko oczy, gdy kobieta postawiła go na stole.
Pomieszczenie wypełniło się zapachem palonych włosów. Sylwetka niewiasty rozmyła się w szybkich obrotach dookoła swej osi i na jej miejscu pojawił się niski, chudy mężczyzna w żółtych majtkach i z obwisłym brzuchem. Głowę przybysza zdobił śmieszny czarny kapelusz z rzędem czaszek na rondzie i różową wstążką wkoło szpiczastego zakończenia. Skinął w kierunku szafy z ubraniami, która niespodziewanie pojawiła się obok fotela, i wybrał z jej wnętrza odzienie mające służyć mu za piżamę, ale będące bardziej stosowne dla błazna dworskiego, niż dla samego króla.
Szczur krzyknął przerażony na widok tych ekscesów i wywrócił się na plecy, zrzucając ze stołu filiżankę kawy, pozostawioną tam przez gościa.
Śmierć zwolnił czas. Podszedł do mebla. Złapał spadające naczynie nie wylewając ani kropli zawartości. Zauważył zdechłego zwierzaka i, zwracając się do jego duszy, stojącej obok ciepłego jeszcze ciała, wezwał gestem przyzywającym szczurzą powierniczkę z kosą:
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość samczyku, twoja Kosa już wybrała… jest feministką aż do kośćca… - ułożył go do jednej z miliarda szuflad znajdujących się na meblościankach pokoju o milionie ścian, a z innej wyjął nowego, niczego jeszcze nie świadomego, szczura.
– Musisz mi wybaczyć mój brak przywiązania… - Zwrócił się do nowej maskotki. – Niestety będziesz musiał się pogodzić z tym, że będziesz tak jak twoi poprzednicy nosił imię Ząbek… - Uśmiechnął się porozumiewawczo do zdziwionego nową sytuacją towarzysza i usiadł na tronie. – Jutro odwiedzimy tego młokosa, który ma mnie powstrzymać przed zabraniem dusz białowłosej. Dziś już ś;pij. – Przykrył malucha rękawem bluzki i zdrzemnął się.
Nagle zdało mu się, że coś na świecie jest nie tak jak powinno. Zgasił światło. Przywrócił zwykłą prędkość czasu i oddał się rozmyślaniom. Wsłuchując się w słaby oddech gryzonia dochodził do pewnych wniosków odnośnie sposobów leczenia w obecnych czasach.
Do pokoju weszła kobieta. Niczym kotka szła w kierunku stołu. W ciszy. Bez zbędnego szelestu sukni, czy tupania obcasami. Zebrała ze stołu zastawę i opróżniła kubeł na śmieci. Uprzątnęła pozostawione na biurku papiery i ułożyła je na stosiku. Zasłoniła portal. Wychodząc zmniejszyła temperaturę w pomieszczeniu. Jej pan lubił atmosferę kostnicy – to zero absolutne, w którym nic się nie psuło, nie rozkładało nadmiernie w oczekiwaniu na pochówek.
Dam ignorował jej przybycie, choć jej starania o zachowanie ciszy były marne. Trzeba ją nauczyć posługiwać się cieniem, będzie bardziej zadowolona. - Myślał czasem, gdy zrzucała przedmioty na podłogę z głuchym łoskotem i piskiem. Żal mu było dziewczyny, gdy ta przepraszała go i błagała o wybaczenie. Zaklinała, że to się nie powtórzy, a gdy jej obietnice paliły na panewce – wyzywała się od niezdar i… brała go na litość. Tak, ty głupi naiwniaku. – Mawiał wtedy do siebie. – Zachciało ci się sprzątaczki. Jednak przyzwyczajenie bywa silniejsze od rozsądku. W jego rodzinie od zawsze była służba. Codziennie stara gospodyni budziła go do szkoły, napychała mu brzuch słodkościami…, aż pewnego dnia umarła i to on zabrał jej duszę… To był jego pierwszy egzamin dojrzałości do braku sumienia. Zdał ś;piewająco.
Pogrążony w marzeniach o wielkim, dziurawym i śmierdzącym serze szczur słyszał myśli nowego właściciela i nie podobało mu się to czego się dowiedział. W chwili przypływu nadmiernej odwagi ugryzł Śmierć w kość strzałkową i z cichym piskiem postanowił zmienić nawyki Pana. Zaczął oczywiście od niewyspania. Ganiał po ciele Dama, wchodził przez ucho i wychodził ustami, spacerował po klatce piersiowej łaskocząc zaskoczoną postać po kościach. Mort patrzył na wygłupy maskotki z niemą wściekłością; jak można go tak złościć skoro on nie powinien odczuwać… niczego? Złapał mocno szczura i ścisnął w dłoni.
- Ś;pij już! – Syknął.
Gryzoń wyszczerzył zęby i z cichą groźbą położył się spokojnie na płaszczu: To dopiero początek naszej znajomości. Mam dla ciebie jeszcze wiele ludzkich… uczuć…

deviantID

Odchodzę powoli po cichu jak to koń
Przed oczami zamglonymi śmiercią zielony bezkres... zielony bezkres
Poderwać się z ziemi w galop zmartwychwstać
Rozwinąć skrzydła rozprostować nogi odrętwiałe pracą
Wyciągnąć szyję zaczerpnąć tchu bez bólu, bez trudu
Piękny jestem po tamtej stronie piękny, aż wzruszenie chwyta
Nie boję się nie cierpię nie umieram
Jestem piękny galopuję poprzez zielony bezkres
Ja koń.

Devious Info

  • Current Residence: School library yet.
  • deviantWEAR sizing preference: XL niestety
  • Interests: Horses and suicide.
  • Favourite movie: "Scary Movie".
  • Favourite band or musician: Within Temptation, Linkin Park, Epica, Evanescence, The Rasmus, Akurat, Iron Maiden,
  • Favourite genre of music: Metal, Alternativ rock and gothic.
  • Favourite artist: Agnieszka Rumińska.
  • Favourite poet or writer: Krzysztof Kamil Baczyński.
  • Favourite photographer: Anna Skrzypczak, Ansel Adams
  • Favourite style of art: Anime.
  • Operating System: Windows XP.
  • MP3 player of choice: Philips.
  • Favourite cartoon character: Edgar.

deviantART Community Board

[x]

Comments


:icondoradairis:
Też lubię Iron'ów xd
Ładna galeria :)
:iconsnow-the-wanderer:
Thank you very much for the favourite! ^_^
:iconpatttyy:
dzięki za fav ^^

--
I speak English, but not very well so i'm sorry for my grammar xD

4959717 - mój nr gg tylko dla odważnych xDD
:iconpatttyy:
edit: dzięki za favy i za łocza xDD

--
I speak English, but not very well so i'm sorry for my grammar xD

4959717 - mój nr gg tylko dla odważnych xDD
:iconsilverwolf72:
Dzięki za watcha:glomp:

--
:stupid:It's true!:XD:
--
Sorry for my english :nirvana:
--
SOYa's the best 8D
--
Av by ~Ogonka :3
:iconmerir:
należy się...
:iconsilverwolf72:
:aww:

--
:stupid:It's true!:XD:
--
Sorry for my english :nirvana:
--
SOYa's the best 8D
--
Av by ~Ogonka :3
:iconriabhach:
thanks for the :+fav:'s and :+devwatch:

--
:heart: In loving Memory of "Bria" - [link]

'Life is not measured by the breaths we take, but by the moments that take our breath away.'

Site Map